Jean Couturier Coriandre Eau de Toilette

flakon z perfumami
Jean Couturier był kimś w rodzaju konsultanta/dyrektora kreatywnego w latach 60. i 70., pełniąc tę ​​samą funkcję, co Frederic Malle, Serge Lutens i Roja Dove. Otworzył swój własny dom perfumeryjny, podobnie jak robili to inni po wieloletniej pracy z projektantami. W przeciwieństwie do tych ostatnich nazwisk, nie próbował zmienić swojego domu perfumeryjnego o tej samej nazwie w ultra luksusową firmę, która sprzedawała perfumy po dwukrotnie wyższej cenie rynkowej niż przeciętny projektant. Ale lata 70. nie były erą miliarderów, a średnie klasy nadal stanowiły lwią część wydatków na luksus, co oznacza, że ​​do osiągnięcia sukcesu potrzebna była niewielka dostępność.

Dom Jeana Couturiera skoncentrowany na związku z francuskim Grasse tworzy perfumy głównie dzięki żonie Jacqueline Courturier. Ich zapachy były sprzedawane wraz z kreacjami innych projektantów w większości ekskluzywnych butików lub domów towarowych, które zdecydowały się zająć marką. Coriandre wydany w 1973 roku byłby debiutanckim zapachem i ostatecznie klejnotem koronnym domu, rzekomo inspirowanym wspomnieniami z dzieciństwa samej Jacqueline. Jest to głównie szypr z zielonej róży z charakterystyczną nutą głowy kolendry o tej samej nazwie. Ale zwalcza swoją własną przyprawę słodką, mydlaną progresją, która sprawia, że ​​jest bardziej miękka i bardziej przystępna niż wiele ostrych lub lodowych szyprów, które krążyły wówczas na rynku damskim.

Coriandre zaczyna się od tego, czego można się spodziewać: dużej, starej, tłustej nuty kolendry opartej na bergamotce i aldehydach. Do tego dochodzi arcydzięgiel z odrobiną neroli, aby bergamotka nie była zbyt surowa w nosie. Kolendra przywodzi na myśl wiele dań kuchni łacińskiej, gdy jest używana tak mocno, ale w ciągu kilku minut tradycyjne kwiatowe serce z róży, jaśminu i geranium przejmuje kontrolę. Po dotarciu do rdzenia Coriandre profil zapachu staje się dla mnie raczej unisex w elegancki sposób, ponieważ geranium i róża bawią się w przeciąganie liny nad hedione. W ten sam sposób robią wiele klasycznych męskich esencji przełomu XX wieku i niszowych kreacji XXI wieku, celowo próbując być „datowanym”. Cywet i paczula ocieplają podejście do bazy w bardzo akademicki sposób jak na szypr, ze zwierzęcą męskością i dyfuzyjnym zielonym bogactwem. To w późniejszych etapach sprowadza Coriandre do czegoś bardziej dokuczliwie kobiecego, zwłaszcza że większość modnych mężczyzn w latach 70. koncentrowała się na fasoli tonce i przyssanym do niej mchu dębowym dzięki wcześniejszemu pojawieniu się fougere. Drzewo sandałowe i mech dębowy wysuszają go ładnie i schludnie, osiągając oczekiwane aromatyczne wykończenie szypru, dodając odrobinę wetywerii, aby nadać zielonego klimatu lat 70., który był wtedy wszędzie. Czas noszenia kompozycji jest długi, ponieważ jest ona dość wytrwała jak na wodę toaletową, ale zasięg nie jest bestialski. Przytulny, zachęcający, staromodny, skromny, ale czasami trochę drażniący w zachowaniu zapach, jest w ostrym kontraście z rzeczami takimi jak surowo nowoczesny Chanel No. 19 lub ekstrawertyczny chłopak Revlon Charlie i noszony w rezultacie dość przypadkowo.

Byliśmy kilka lat z dala od władczych lodowatych szyprów, takich jak Jacomo Silences, które wyznaczyły trend w latach 80-tych. Więc nadal modne było bycie biernym z odrobiną swobodnej fantazji, jaką jest nastrój Coriandre, przekazujący mi najwięcej. Powiedziałbym, że Clinique Aromatics Elixir jest jedyną rzeczą naprawdę bliską perfumom Jean Couturier pod względem nastroju i wykonania, używającą podobnego różanego i jaśminowego mydła, po prostu bardziej zielonego i wyraźnie nie tak pasywnego w projekcji, będąc bardziej asertywnym, ale nadal pozytywnym w nastawieniu. Jeśli jesteś fanem starych szyprów i szukasz róży o zielonym odcieniu z dużą płynnością płci i pikantnym ciepłem, które jest bardziej przyjazne niż przeciętny szypr z tego okresu, Coriandre może być dla Ciebie. W przeciwnym razie są to po prostu ładne i dobrze zbalansowane perfumy różane/geranium z nowatorskim wierzchem kulinarnej przyprawy i tradycyjną bazą z mchu dębowego. To wszystko na pewno nie sprawi, że sięgniesz po inhalator od lepszego oddychania lub wstrzykiwacz insuliny od słodyczy. Jeśli chcesz, możesz nazwać ten aromat szyprem szczęśliwego medium, ale jest to nadmierne uproszczenie. To prawda, że ​​potrzebna jest tolerancja na kolendrę w perfumach, ale ten materiał utrzymuje kult i nadal jest produkowany (teraz w różnych stężeniach z flankerami), więc Couturier musiał zrobić coś dobrze. Vintage jest preferowany dla tych, którzy chcą mieć na wykończeniu nutę drzewa sandałowego i prawdziwego mchu dębowego.