Serge Lutens L’Orpheline- Zagubiony w świetle

perfumy
Kiedy marka perfum ewoluuje to czasami wraz z perfumiarzem, który ją kocha. Należy zachęcać artystów do podążania za swoją muzą, a to nie zawsze oznacza, że ​​starzy fani pozostaną fanami, a nowi nie będą próbować nowego kierunku. Należę do tych, którym ciężko jest trzymać się nowego kierunku, który obrał Serge Lutens w ciągu ostatnich trzech lat.

Odkąd pojawiła się seria L’Eau, Monsieur Lutens zdecydował, że chce poruszać się w świetle. Mój problem polega na tym, że nie chcę chodzić w jego wersji światła. Ostatnie wydanie L’Orpheline w końcu sprawiło, że jednak ujrzałem światło. Lutens powiedział w kilku opublikowanych wywiadach, że wiele jego zapachów ma oddać hołd jego matce, która porzuciła go podczas II wojny światowej.

Bez wchodzenia w całość Sigmund Freud, perfumy, które tłumaczy się jako The Orphan (sierota), prawdopodobnie zajmują się niektórymi z tych problemów. Doświadczenia życiowe artysty często tworzą fascynującą sztukę, ale L’Orpheline jest dla mnie po prostu bolesna. Kiedy otrzymałem próbkę wiosennego wydania Laine de Verre, nie mogłem się zmusić do jego noszenia. Był pełen postrzępionych aldehydów, przedawkowania kaszmeranu i syntetycznego piżma. Najgorszy zapach Serge Lutensa w historii. W L’Orpheline perfumiarz Christopher Sheldrake, przetwarza aldehydy i kaszmeran i tym razem dodaje tlące kadzidło zamiast piżma. Co jest znaczną poprawą, ponieważ przynajmniej mogłem nosić L’Orpheline przez kilka dni i nie mogłem w ogóle nosić Laine de Verre.

Te aldehydy to początek L’Orpheline i dla mnie jest to zbiór wszystkich najbardziej nieprzyjemnych aldehydów. Jest jawnie metaliczny, niepotrzebnie ostry i drażniący. Jest przykładem wszystkich najgorszych właściwości, jakie aldehydy wnoszą do zapachu. Przynajmniej w tej kompozycji drewno kaszmirowe jest trochę bardziej pod kontrolą. Ale tak jak w Laine de Verre nie jestem pewien, do czego zmierza M. Sheldrake w tym aldehydowo-kaszmirowym akordzie. Po prostu nie podoba mi się, dokąd mnie zaprowadzi. Unosi się zbyt długo w ten sposób, zanim odczuwam ulgę od męczącego kadzidła i paczuli w bazie. One faktycznie przypominają mi o innych perfumach marki, którą bardziej lubię.

L’Orpheline ma 8-10 godzin trwałości i ponadprzeciętną emisję. Przez ostatnie trzy lata tylko La Fille de Berlin był tym rodzajem zapachu, który chcę i kocham w Serge Lutensie. Wszystko inne było próbą skierowania spraw w innym kierunku. Jeśli podobał ci się L’Eaus, myślę, że L’Orpheline będzie kolejnym, który też przypadnie ci do gustu, ponieważ jest to publiczność, dla której jest stworzony. Niestety ja nie jestem taką publicznością.

Dodaj komentarz