Yves Saint Laurent L’Homme: Nowa era zapachów

Yves Saint Laurent L'Homme
Istnieje cały gatunek współczesnej męskiej wody toaletowej, który całkowicie mnie zbija z tropu.

Zapachy go reprezentujące pochodzą zwykle od największych marek modowych i wszystkie pachną tak samo. Sprzedają się jak ciepłe bułeczki, czuć je na dobrze wyszorowanych szyjach młodych mężczyzn w miejskich barach i salonikach. Pachną nimi także przedmieścia pełne tatusiów z potomstwem i na weekendowych zakupach.

Wszystkie pachną niezidentyfikowanymi cytrusami, wodnistymi liśćmi fiołka i bardzo sztuczną drzewną wanilią, którą ma się tłumaczyć jako coś pysznego, ale nigdy tak nie jest. Wątpię, czy kiedykolwiek mógłbym te nuty odróżnić w składzie. Jednym z takich zapachów jest Yves Saint Laurent L’Homme. To, co w nim dostaję to głównie wodno-ozonowe otwarcie i sztuczny słodki liść fiołka. Pachnie jak rozwodnione, wyblakłe przez niezliczone cykle prania perfumy, które mój ojciec mógł nosić kilkadziesiąt lat temu. To zombie, frankensteinowska wersja Grey Flannel, Furyo i Acqua di Gio, i to jest tak złe, jak się wydaje.

Faza końcowa, wtedy gdy ujawniają się akordy bazy i gdy znikną już nuty ozonowe, jest łatwiejsza dla mojego żołądka. Rozumiem, dlaczego mężczyźni, którzy nie znają się lepiej i ich partnerzy, którzy sami mają tendencję do noszenia i kupowania tego, co jest obecnie najbardziej reklamowane, kupowaliby to. W końcu to Yves Saint Laurent, pachnie znajomo, a butelka jest fajna. Żałuję tylko, że perfumy nie pachną lepiej.

YSL M7- Iście męska kompozycja

Chyba nie ma bardziej typowo męskiego zapachu niż stylowy M7 Yves Saint Laurenta. M7 został po raz pierwszy przedstawiony w 2002 roku i jest dziełem skomponowanym przez Alberto Morillasa i Jacquesa Cavalliera pod kreatywnym kierownictwem Toma Forda. Był to jeden z pierwszych designerskich zapachów, które prezentowały oud na długo przed tym, jak zaczęli używać go wszyscy. Wrzucił tę nutę do głównego nurtu.

Jeśli chodzi o debiuty, żaden nie jest tak intensywny i dziwny jak M7. Zaczyna się owocowo, leczniczo, lekko pudrowo i dość kobieco. W tym momencie próbujesz dowiedzieć się, czym do cholery pachniesz, i pomimo tego, że jest to niezwykłe, początkowa kakofonia dziwności pachnie całkiem nieźle, a owocowo-leczniczy klimat nie przypomina niczego, co kiedykolwiek wąchałem.

Oud (lub drzewo agarowe, jak się go często nazywa) w sercu M7 jest syntetyczny (jak większość nut oudowych) i rzeczywiście pokazuje, że jest bardzo leczniczy, ale jednocześnie jest głęboki, bogaty, wilgotny i intensywny. Nie jest tak skoncentrowany na oudzie, jak wiele innych oudowych zapachów. W rzeczywistości wydaje się, że M7 w ogóle nie jest oudem, chodzi o bogate drewno, przy czym oud jest po prostu częścią uformowanego wrażenia mocnego drewna.

Po wyschnięciu perfumy stają się chlebowe i drożdżowe. Jest to spowodowane mieszanką oudu, bursztynu i piżma, w żaden sposób nie są niepokojące, tylko raczej pocieszające i naturalne jak ciepła, naga skóra. M7 był kolejnym triumfem Toma Forda, ale nie był komercyjnym sukcesem YSL. Nieco wyprzedzał swoje czasy i być może był zbyt nietypowy dla gustów głównego nurtu. Jest jednak jednym z moich ulubionych męskich modeli i zajmuje poczesne miejsce na mojej półce z perfumami.

Dodaj komentarz